Trader21: bitcoin straci pozycję lidera [WYWIAD]

Cezary Głuch, czyli Trader21, nie należy może do największych fanów kryptowalut, ale właśnie to czyni z niego intrygującego kandydata na rozmówcę. Jego postawa – chłodnego, stojącego z boku analityka – pozwala spojrzeć na temat bitcoina z pewnej perspektywy i dystansem. Jeśli więc interesuje Was, jakie blockchainowe waluty zabiorą w przyszłości żółtą koszulkę lidera dziecku tajemniczego Satoshiego Nakamoto, co prawdopodobnie czeka rynek ICO i kiedy potencjalnie dojdzie do nowej bańki na bitcoinie, zachęcamy do lektury!

Jacek Walewski: Na początku zacznijmy od tego, czy uważa pan, że kryptowaluty są pewną formą ewolucji pieniądza , czy, jak twierdzą niektórzy ekonomiści, wręcz odwrotnie – to forma regresu?

Trader21: Kryptowalut na pewno nie możemy nazwać  formą regresu, dlatego, że po raz pierwszy mamy do czynienia z walutami zdecentralizowanymi i nie emitowanymi, czy to przez państwo, czy to przez bank centralny. Ostatecznie przez ostatnie sto lat banki prywatne i centralne miały pełny monopol na kreowanie waluty. Dlatego ja osobiście uważam, że jest to pewna forma postępu, jeżeli chodzi o decentralizację emisji. Natomiast nie mam złudzeń co do tego, że największe i najbardziej potężne instytucje finansowe z czasem opanują ten rynek i najprawdopodobniej, jeśli dojdzie w przyszłości do jakiegoś poważnego krachu na giełdach kryptowalut, tego typu zjawiska będą wykorzystywane do przejęcia kontroli… Mówiąc inaczej  – dojdzie do zdelegalizowania niezależnych kryptowalut oraz uznawania tylko i wyłącznie walut, nad którymi rządy mają pełną kontrolę.

Jacek Walewski: No właśnie, tutaj dochodzimy do tematu narodowych kryptowalut. Czy nie uważa Pan obecnej sytuacji za paradoks? Bitcoin powstał w kontrze do zwykłych, papierowych walut, natomiast w chwili obecnej niektórzy przewidują, że kryptowaluty mogą wyjść z użycia, natomiast docelowo rynek zdobędą stablecoiny, czyli kryptowaluty, które mają pokrycie we fiatach.

Trader21: Tak jak powiedziałem – banki centralne zrobią wszystko, żeby nie oddać monopolu emisji pieniądza. Najpierw kryptowaluty próbowano zwalczać. W pewnym momencie, gdy okazało się, że nie da się ich zniszczyć i w tym kierunku będziemy podążać, to banki centralne oraz poszczególne państwa zaczęły się do tego trendu przyłączać. Estonia jako pierwszy kraj, jednocześnie najsilniej zinformatyzowany, wprowadziła swoją cyfrową walutę. Rosja, z tego co wiem, albo już wyemitowała, albo jest bardzo zaawansowana w tych pracach (debata na temat KryptoRubla nadal trwa – przy. J.W.).

Instytucje bardzo silnie idą w kierunku emisji swoich kryptowalut. Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jakieś dwa tygodnie temu bardzo silnie naciskała na poszczególne banki centralne, aby te przyspieszyły prace nad stworzeniem i wdrażaniem własnych e-walut.

Natomiast jeżeli chodzi o tzw. stablecoiny, które pan przywołał, czyli kryptowalutowe odpowiedniki walut papierowych – dla mnie osobiście nie mają one żadnych atutów, dlatego że ich podaż jest ciągle regulowana przez ilość pieniądza będącego w obiegu, a który kontrolowany jest przez banki centralne. Czyli mówiąc wprost – instytucje w bardzo łatwy sposób mogą sprowadzić wartość takich kryptowalut do zera, poprzez nademisję pieniądza papierowego. Czyli główna zaleta kryptowalut – z góry określona podaż czy ilość – natychmiast zniknie

Jacek Walewski: Tu dochodzimy do kolejnego tematu, o którym już pan wspomniał. Bitcoin jest dzieckiem kryzysu sprzed 10 lat. Niektórzy uważają, że jeżeli dojdzie do kolejnego krachu na Wall Street, do kolejnego globalnego resetu – kryptowaluty zyskają. Z jednej strony pod kątem ideologicznym można się z tym zgodzić, ale patrząc realnie, są one bardzo ryzykownym aktywem. Czy więc w momencie krachu, mogą się one wzmocnić, zachowają się jak złoto, czy jak typowe ryzykowne aktywa i ich ceny po prostu spadną?

Trader21: Bardzo ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie. Pamiętam sytuację, w której na Cyprze przejęto sporą część oszczędności obywateli. To był zarazem moment, w którym gwałtownie podrożał bitcoin. Dziś sytuacja jest trochę inna – mamy bardzo wysokie ceny akcji, obligacji, nieruchomości, większości aktywów finansowych, jednocześnie mamy sytuację, w której banki centralne wycofują się z dodruku.

Natomiast w przestrzeni kryptowalut obecnie widać makabryczny sentyment. Wszystko dlatego że rok 2017 był okresem, kiedy po raz pierwszy prawdziwe rzesze tzw. inwestorów ulicznych, którzy zawsze tracą swój kapitał, trafiło właśnie na ten rynek. W ciągu kilkunastu miesięcy cena bitcoina wzrosła z tysiąca dolarów na ponad dziewiętnaście tysięcy, ether w ujęciu procentowym zdrożał jeszcze mocniej. Na giełdach pojawili się ludzie, którzy nie inwestowali nigdy wcześniej w żadne aktywa. To ostatnie działo się w okresie od października do grudnia 2017 r., a więc wtedy, kiedy kryptowaluty osiągały już najwyższe ceny. Ci ludzie nie mając pojęcia, co robią. Licząc na to, że kupią coś, co sprzedadzą  za jakiś czas po cenie kilkukrotnie wyższej, stracili kapitał.

Dziś po raz pierwszy słyszę o liniach wsparcia dla potencjalnych samobójców w Stanach Zjednoczonych i Chinach. To pokazuje, jak ze skrajnie negatywnym sentymentem mamy tutaj do czynienia. Bitcoin spadł o ponad osiemdziesiąt procent ze szczytu; ether ponad dziewięćdziesiąt. Pytanie brzmi, ile jeszcze mogą spaść.

Jeśli o mnie chodzi, to nie wydaje mi się, aby podczas kolejnej odsłony kryzysu, czy spadków na rynkach finansowych, miało dojść do jakiegoś bardzo silnego wzrostu zainteresowania kryptowalutami, dlatego, że przeciętny Kowalski ma mniej więcej dwuletnią pamięć co do transakcji finansowych. Jeżeli w 2018 roku stracił znaczną część kapitału na takie inwestycje w tym momencie musi się otrząsnąć.

Jeżeli chodzi o poprzednie hossy i bessy, to do ostatniej hossy doszło 3 lata po poprzedniej. Wcześniej też mieliśmy do czynienia z ogromnymi spadkami w ujęciu procentowym – wtedy również bitcoin stracił ponad 80% wartości. To właśnie po takich spadkach na rynek w pierwszej kolejności wracają ludzie, którzy potrafią docenić wartość i potencjałoraz widzą, że po bessie dane aktywo przedstawia sensowną wartość w stosunku do ceny. Dopiero później zaczynają się większe wzrosty i – co oczywiste – najsilniejsze następują, kiedy na rynek trafia duży kapitał ulicznych inwestorów. Ja w kryptowalutach nie upatrywałbym jakiegoś „safe heaven”. Taki status mają złoto, srebro, amerykańskie obligacje czy frank szwajcarski. Wydaje mi się, że ten rynek odżyje, ale niekoniecznie na przestrzeni kolejnych 12 czy 18 miesięcy.

Jacek Walewski: Zastanówmy się teraz nad fundamentami technologicznymi bitcoina. Na dzień dzisiejszy blockchain, na którym oparty jest bitcoin, jest już trochę przestarzały. Pokazał to szczyt  ostatniej bańki, kiedy sieć zaczęła się zapychać, okazało się, że transakcje nie dochodzą w ciągu kilkudziesięciu minut, ale w ciągu jednego czy dwóch dni. Czy więc przyszłością rynku nie staną się takie projekty jak na przykład IOST, które chcą poprawić skalowalność blockchaina? Może ciekawsze są projekty nie stricte kryptowalutowe, ale bardziej technologiczne?

Trader21: Za każdym razem, kiedy wprowadzano nową technologię, lider nigdy nie utrzymywał swojej pozycji. W 2000 roku podczas bańki internetowej mieliśmy wyszukiwarkę AltaVista. Na rynku telefonów warto pamiętać o losie Nokii…

Uważam, że w perspektywie kilku lat pod względem użyteczności wiele innych kryptowalut popularnością przebije bitcoina, który jest dziś liderem, alew dłuższym czasie nim nie pozostanie. Jakbyśmy przyjrzeli się kapitalizacji poszczególnych kryptowalut, to okaże się, że wartości wszystkich tokenów Ethereum w trakcie ostatniej hossy rosła dużo szybciej niż miało to miejsce w przypadku bitcoinów. Myślę, że w pewnym momencie ta najstarsza waluta na tym rynku zostanie zdetronizowana i stanie się to już w okresie kolejnej hossy. Osobiście wEtherum upatruję przyszłego lidera ze względu na możliwość tworzenia smart-contaktów. Sam szykuję się do stokenizowania mojej kliniki neurochirurgicznej, dzięki czemu pozyskam kapitał na jej rozwój. Innym ciekawym przykładem jest Ripple – waluta, którą wykorzystują banki komercyjne do obniżenia kosztów transakcyjnych.

Problem bitcoina i obecnie wszystkich kryptowalut jest taki, że ludzie, którzy je kupują, nie wykorzystują ich, by dokonywać transakcji zakupu usług czy towarów. Nie przypisują im takiej roli, jaką ma pieniądz czy waluty. Kupują je wyłącznie w celach spekulacyjnych. Natomiast technologie oparte na Ethereum umożliwiają znaczne uproszczenie różnego rodzaju transakcji.

Rola pieniądza to jedno, rola systemu transakcyjnego takiego jakim jest właśnie Ripple, to coś zupełnie innego. Tokenizacja i tworzenie smart-kontraktów to osobna kwestia. Musimy rozróżnić technologię blockchain od kryptowalut. Moim zdaniem większość takich „monet” po prostu zniknie z rynku w perspektywie kilku lat. Najprawdopodobniej zostanie bitcoin, ale w innej roli. Pozostanie Ethereum, nadal będzie działało Ripple i kilka innych odmian, natomiast 90% cyfrowych walut zniknie równie szybko, jak powstało.

Jacek Walewski: Doszliśmy do tematu tokenizacji – czy widzi pan w tym przyszłość rynków finansowych?

Trader21: Oczywiście, że widzę w tym przyszłość.Dawniej, jeżeli jakikolwiek właściciel firmy  potrzebował dużego kapitału na jej rozwój, musiał przeprowadzić IPO. Tym samym był zmuszony przygotować cały pakiet emisyjny i wprowadzić firmę na giełdę. W przypadku Polski zawsze ciężko było pozyskać duży kapitał, dlatego, że rynek NewConnect jest rynkiem o bardzo małej płynności. Wprowadzenie spółki na GPW dawało pewne atuty, ale był to proces raczej długotrwały i kosztowny.

Później  przyszła era ICO, czyli bardzo prostego pozyskiwania kapitału. Wystarczyło wymyślić pomysł i nie trzeba go było nawet wdrażać jeszcze w życie, a naiwni inwestorzy, którzy na bazie hossy kryptowalut zachłysnęli się potencjalną wizją wzrostu, natychmiast ładowali gigantyczne pieniądze w projekty tokenizacji spółek ICO.

W praktyce okazało się, że tokeny wypuszczone przez takie firmy do dzisiaj potraciły 98-99% ze swoich pierwotnych cen, osiąganych podczas emisji. Więcej niż 80% tego typu pomysłów okazało się czystym scamem. Te projekty po prostu poupadały i jedynymi, którzy na nich zarobili, byli emitenci kryptowalut sprzedający nic nie warte tokeny nieświadomym inwestorom po zawyżonej cenie.

W związku z tym, dzisiaj mamy tragiczny sentyment do ICO. Sytuacja się jednak zmienia, gdyż  regulatorzy na całym świecie zobaczyli, że to jest trend, który ułatwia przedsiębiorcom pozyskanie kapitału. I to nie tylko na pojedynczym rynku, jakim jest na przykład rynek polski czy niemiecki. Dziś bez problemu – właśnie dzięki technologii blockchain – można pozyskiwać kapitał z niemal całego świata.

Pod ETO (Equity Token Offering) nikt nie przygotował jeszcze dobrej regulacji. Wiem, że, Niemcy, Malta i Lichtenstein pracują nad przepisami. Chodzi o to, aby firmom, które potrzebują kapitału, umożliwić łatwe pozyskanie go na wielu rynkach. Jednocześnie jednak ważne jest ustanowienie takich norm prawnych, żeby inwestor był chroniony prawem w taki sposób, w jaki dzisiaj chronieni są akcjonariusze spółek akcyjnych notowanych na różnych giełdach.

Te dwie rzeczy da się połączyć. To kierunek, w którym pójdziemy, ale nie jest on jeszcze w pełni znany. Musimy w tej chwili przygotować coś pomiędzy ICO i ochroną inwestora w tradycyjnym rozumieniu spółki giełdowej i wiele wskazuje na to że poprzez ETO uda się to osiągnąć.

Jacek Walewski: Wspomniał pan o tym, że regulatorzy na całym świecie dość powoli i ostrożnie pracują nad regulacją rynku. Polscy politycy i urzędnicy jednak w ogóle nie radzą sobie w tej kwestii. Skąd te różnice? Dlaczego Malta czy Szwajcaria wykorzystują potencjał tych nowych rynków, a politycy, którzy rządzą Polską, na początku atakowali kryptowaluty, ostatecznie uregulowali ten rynek, ale z dużym opóźnieniem. Przede wszystkim jednak nie wspierają projektów blockchainowych…

Trader21: W tej kwestii nie chodzi o to, czy się je wspiera, czy też nie, ale o poziom niekompetencji polskich urzędników. Jest on tak skrajnie wysoki, że ciężko jest odnieść się do niego w normalnych słowach…

Znajomy, który był kilka miesięcy temu na konferencji poświęconej kryptowalutom w Singapurze, wspominał mi, że przedstawiciele KNF szczycili się w prywatnych rozmowach, ile to kar nałożyli na polskich przedsiębiorców! W tym czasie władze Singapuru zastanawiają się, co zrobić, by uprościć prawo i przyciągnąć kolejnych inwestorów do swojego kraju.

Przecież to w Polsce powstała giełda BitBay, która, ze względu na nieudolność polskich urzędników i KNF, przeniosła się na Maltę. To jest przykład na to, że w Polsce nie da się przy takiej niekompetencji i zawiści urzędników zrobić coś dobrego i twórczego. Przecież połowa KNF powinna za to zostać zwolniona! Niestety urzędnicy w naszym kraju przywykli do rzucania kłód pod nogi przedsiębiorcom licząc na to, że coś im skapnie, żeby tego nie robili.

Przez to w ogóle nie rozpatruję tokenizacji swojego biznesu w Polsce – nawet jakby prawo się zmieniło. powody są dwa: stała nieprzewidywalność zmian przepisów i poziom korupcji. Gdybym chciał emitować tokeny w Polsce, byłbym zobligowany do robienia tego w naszym kraju, ale jeżeli emituję tokeny, a są one potem dostępne dla inwestorów z co najmniej dwóch krajów, mogę sobie wybrać jurysdykcję – albo niemiecką, albo maltańska, albo jeszcze inną, która wyłoni się w przeciągu kilku tygodni. Dla mnie jako przedsiębiorcy najważniejsza jest przewidywalność, a polscy urzędnicy są skrajnie nieprzewidywalni, czego przykładem jest działanie w kierunku nałożenia PCC na obrót kryptowalutami. To pokazuje ekstremalne niezrozumienie rynku.

Jacek Walewski: Przechodząc do pointy, sam osobiście od wielu lat, podobnie jak zapewne nasi czytelnicy, czytam Pana bloga. Na początku był pan dużo bardziej sceptyczny do kryptowalut. Skąd ta ewolucja i zmiana nastawienia?

Trader21: Ale ja nadal jestem w stosunku do nich sceptyczny! Zmienił się tylko powód… Wcześniej działo się tak dlatego, że nie widziałem w nich prawdziwej użyteczności. Gdyby się okazało, że ludzie przestają korzystać z kart płatniczych, a przestawiają się na płatności z wykorzystaniem kryptowalut, byłbym bardziej optymistycznie nastawiony. Niestety jesteśmy w sytuacji, w której jakiś minimalny odsetek rzeczywistego popytu na e-waluty jest generowany przez transakcje kupna-sprzedaży, natomiast grubo ponad 97% stanowią transakcje czysto spekulacyjne.

Drugi powód to brak czasu na edukowanie się w każdym temacie. 4-5 lat temu nie miałem dużego pojęcia o surowcach. Zacząłem się nimi interesować w sytuacji, kiedy ich ceny bardzo silnie się obniżyły. Rok 2015 poświęciłem w dużym stopniu na poznanie właśnie tego rynku. Wszystko to, by zacząć w 2016 r. na nim inwestować.

Tematem kryptowalut zająłem się ze względu na ludzi z branży, dla których zakładamy wiele spółek za granicą. Inwestycje osób fizycznych w naszym kraju są obciążone wysokimi podatkami. Wykorzystując pewnego rodzaju struktury międzynarodowe – w czym się też między innymi specjalizujemy – jesteśmy w stanie te podatki zoptymalizować do bardzo niskich poziomów. Ludzie, którzy są praktykami, zwrócili mi też uwagę na to, że wykorzystując technologię blockchain, jesteśmy w stanie w łatwy sposób pozyskać bardzo duże środki na rozwój mojej kliniki.

Pomimo tego, że nadal jestem sceptykiem, jeśli chodzi o inwestowanie w kryptowaluty, wykorzystam samą technologię blockchain. To taka sama sytuacja jak z Internetem 20 lat temu. Internet z nami pozostał, ale wiele spółek, które osiągały horrendalne wyceny w fazie manii, zniknęło po prostu z rynku. Teraz, jeżeli ceny cyfrowych walut spadną jeszcze niżej, część mojego kapitału zainwestuję w Ethereum. Co ważne – nie w bitcoina! W tym drugim nie widzę bowiem dużego potencjału. Natomiast popyt na Ethereum, moim zdaniem, będzie silnie rósł ze względu na wykorzystanie tej technologii w temacie smart-kontraktów.

Jacek Walewski: Podsumowując: uważa Pan, że długoterminowo kryptowaluty – niekoniecznie bitcoin! – mogą okazać się dobrą albo wręcz bardzo dobrą inwestycją?

Trader21: Tak. Pytanie, kiedy osiągniemy dno. Myślę, że potrwa to nie dłużej niż 6 miesięcy. Czy bitcoin zejdzie w tym czasie do wartości tysiąca dolarów? Jest to możliwe, aczkolwiek nie jest wysoce prawdopodobne. Jeżeli tak się stanie, pewnie wtedy ETH spadnie do poziomu 20-30 USD. Dla przypomnienia, na szczycie podszedł pod 1350 USD. Jeżeli do tego dojdzie bardzo chętnie się w niego obkupię.

Do do przyszłej hossy oraz oczekiwań z nią związanych, ludzie muszą wreszcie zdać sobie sprawę, że zwrot na poziomie 15% w skali roku jest bardzo dobry. Większość jednak liczy na większy i szybszy zysk – i kończy się to dla nich bardzo boleśnie. Rynek jest w większości przypadków grą o sumie zerowej, czyli ci, którzy mają wiedzę zarabiają na pieniądzach traconych przez tzw. dostarczycieli kapitału. Tak to zawsze działało i tak będzie w przyszłości.

 

Cezary Głuch (Trader21): Autor wielokrotnie nagradzanego bloga IndependentTrader.pl. Już na studiach na Uniwersytecie Warszawskim założył pierwszą firmę, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Po kilku latach wszystkie firmy, które kontrolował, zatrudniały prawie 50 osób. W międzyczasie ukończył MBA na University of Illinois. Przez pewien czas należał do Business Centre Club (prestiżowy klub pracodawców). W 2008 roku sprzedał udziały we wszystkich firmach i zaczął podróżować po świecie. W ciągu kilku lat odwiedził ponad 30 krajów, ostatecznie osiedlając się na Majorce. Inwestowaniem zajmował się równolegle do pracy zawodowej, aby w rozsądny sposób zagospodarowywać nadwyżki. W 2012 roku zaczął pisać artykuły o tematyce finansowej. Po kilku latach jego blog – Independent Trader został uznany za najlepszy ekonomiczny blog roku (2016 i 2017). Obecnie jego artykuły czyta ponad 60 tys osób. Zawodowo zajmuje się inwestowaniem kapitału na globalnych rynkach. Okazjonalnie udziela wykładów o tematyce finansowej oraz chętnie bierze udział różnych debatach. Praca to jednak nie wszystko, jak podkreśla. Gdy tylko zaczyna mocno wiać, zaczyna szaleć na kite.

Podziel się wpisem

4 thoughts on “Trader21: bitcoin straci pozycję lidera [WYWIAD]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.