Nowy, wspaniały świat – czy jest możliwy?

Odłóżmy dziś wyjątkowo nasze zwyczajowe, weekendowe zastanawianie się nad poważnymi kwestiami ekonomicznymi. Pomyślmy, czy możliwe jest stworzenie nowego, wspanialszego świata…

Dlaczego jednak myślenie o lepszym świecie miałoby być mniej poważne? Otóż, liczne utopie są w swojej naturze naiwne i nie uwzględniają najważniejszego czynnika rynku – ludzkiej natury. Dla wielu myślicieli powodem problemów jest np. chciwość, czyli chęć posiadania większej liczby dóbr niż mają inni obywatele. To prawda, ale czy wyeliminowanie tej ludzkiej cechy jest w ogóle możliwe bez jakiegoś globalnego prania mózgów? Tak wydawało się chyba komunistom w latach 70., kiedy w piśmie „Socialist Standard” wysnuli dosyć osobliwe proroctwo: „Pieniądze znikną (…). Złoto, zgodnie z pragnieniem Lenina, posłuży do budowy toalet publicznych (…).” Mimo upływu niemal połowy wieku trudno dziś znaleźć toaletę zbudowaną ze złota (może takowe istnieją w luksusowych rezydencjach wschodnich oligarchów lub ekscentrycznych amerykańskich milionerów, ale pozostają raczej przykładem próżności i podkreślają pozycje społeczną).

Mimo tego niektórzy podkreślają, że powyższe jest możliwe. Często powołują się na egzotyczne, zaginione plemiona, które nie posiadają pojęcia własności ani pieniądza. Cudownie, ale jakieś 99,9% świata podchodzi do tego w zgoła odmienny sposób. Mimo tego od wieków nie brakuje ludzi, którzy snują podobne wizje.

Zło wcielone

Czy w takim razie już tysiące lat temu świat poszedł w złym kierunku? Popularny dziś historyk Yuval Noah Harari w swojej bestsellerowej książce „Homo sapiens. Od zwierząt do bogów.” krytykuje już sam fakt pojawienia się osiadłego trybu życia i rolnictwa. Dlaczego? Jego zdaniem to zjawisko zubożyło ludzką dietę i doprowadziło u ludzi do powstania chorób związanych np. z przeciążonymi stawami. W dłuższej perspektywie skutkowało podziałem społecznym.

To ostatnie martwiło zaś od stuleci bojowników o sprawiedliwość i równość. Victor Hugo w „Nędznikach” pokazał okrutny los biednej Fantyny, która była ofiarą gospodarki, w której pieniądze były stawiane wyżej niż los człowieka. Nieszczęsna musiała wręcz sprzedać własne zęby, by utrzymać własną córkę i siebie.

Rewolucja przemysłowa jednym przyniosła wielkie bogactwo, innych pozostawiła w czeluściach biedy, a jeszcze kolejnych tam wtrąciła. Z jednej strony Adam Smith (do którego jeszcze wrócimy w naszym cyklu) uważał, że wolny rynek i konkurencja prowadzą do wzrostu dobrobytu. Dla niego kapitalizm oznaczał postęp, choć miał też negatywne skutki. W końcu rzeczywistość nie jest czarno-biała. Pojawili się jednak też inni myśliciele, którzy uznali, że świat należy naprawić.

Charles Fourier (1772-1837), francuski urzędnik, w wolnych chwilach pisał książki o europejskiej cywilizacji. Jakże różnił się od Smitha! Jego zdaniem nasza kultura jest niemal złem wcielonym. Społeczeństwo, które jest skupione tylko na zarabianiu, jest brutalne i wręcz nieludzkie. Praca w fabrykach śmiertelnie nuda i nierzadko niezdrowa, przedsiębiorcy nieempatyczni (w końcu mogą bardzo często zarobić na ludzkim nieszczęściu!). Nie trudno odnieść wrażenie, że Francuz koncentrował się głównie na ciemnych stronach kapitalizmu.

Kim byłby jednak, gdyby nie wymyślił sposobu na ratunek tego zepsutego społeczeństwa! Należało zbudować tzw. system harmonii. Ludzi żyliby w nim w małych społecznościach, w wielkich, prostokątnych domach. Mieliby w nich swoje zakłady pracy, biblioteki, budynki opery, itd. Każdy członek społeczności miałby pracować w takim zawodzie, jaki sobie zamarzył. Nie za tradycyjne wypłaty. Cała społeczność miałaby wypracowywać zysk i potem się nim dzielić. Choć całość brzmi jak wczesna forma komunizmu, trzeba przynajmniej docenić Fouriera za to, że wprowadził do ekonomii myślenie o dostosowaniu umiejętności i charakteru człowieka do wykonywanej przez niego pracy. Trudno wyobrazić sobie artystyczną duszę z ADHD w fabryce, w której wykonuje ona stałą czynność 8 godzin dziennie.

Francuz marzył o tym, że ktoś da mu taką ilość pieniędzy, że będzie on mógł zbudować pierwszy taki wielki dom i zorganizować eksperymentalne, nowe społeczeństwo. Niestety nie znalazł nikogo tak ekscentrycznego, jak on…

Pierwszy system scoringowy świata

Podobnie myślał jednak Walijczyk Robert Owen (1771-1858). W przeciwieństwo do kolegi zza Kanału La Manche odniósł sukces w biznesie. Stał się bogatym przemysłowcem, ale też filozofem-hobbystą. Wierzył, że charakter człowieka jest kształtowany przez jego otoczenie. Chcemy więc, by wszyscy byli dobrymi obywatelami? Zapewnijmy im odpowiednie warunki życia! Nic prostszego, prawda? Owen stworzył nawet taką modelową wioskę dla robotników. Otworzył szkołę dla dzieci, skrócił godziny pracy, a także – jak dziś byśmy powiedzieli – w pewnym sensie resocjalizował bardziej zdegenerowanych robotników. Zachęcał ich do dbania o higienę, sprzątania w ich domach i unikania używek. Wprowadził też system oceny mieszkańców wsi – coś, co dziś na większą skalę wdrażają Chińczycy. Oceniał mieszkańców swojej wsi za pomocą kolorów – białego (najwyższa nota), żółtego, niebieskiego i czarnego (ocena bardzo zła). Co ciekawe, po pewnym czasie większość robotników miała oceny białe. Eksperyment udał się!

Owen postanowił kontynuować swój pomysł. W końcu – jak może już myślał – był o krok od zmiany świata na lepsze! Założył więc podobną wspólnotę w New Harmony w stanie Indiana. Przyjechali tam liczni artyści, myśliciele i nauczyciele. I tu pojawił się problem. Okazało, że o ile Walijczyk odniósł sukces z prostymi robotnikami, tak w intelektualistami poniósł sromotną klęskę. Nie potrafili oni pracować fizycznie, niektórzy unikali w ogóle pracy. W efekcie dochodziło do ciągłych konfliktów.

Oddaj stery mądrym

Jeszcze inaczej świat chciał przemodelować francuski arystokrata Henri de Saint-Simon (1760-1825). Człowiek ambitny, ideowi, ale też chyba lekkoduch. Brał udział w wojnie o niepodległość USA i rewolucji francuskiej. Zarobił duże pieniądze na spekulacji ziemią, ale roztrwonił majątek. Miał na koncie także przynajmniej jedną próbę samobójczą…

Mimo tego, jego teorie były bardzo ciekawe. Uważał, że światem powinni rządzić ludzie inteligentni i utalentowani, a nie ówczesna elita – szlachta, arystokracja czy rody królewskie. Chciał by władze objęli naukowcy i przedsiębiorcy. W efekcie świat napędzany odkryciami naukowymi i rozwojem gospodarczym zwierzałby ku dobrobytowi…

Jak widać, pomysły stworzenia nowego, wspaniałego świata nie zawsze okazywały się (nawet w fazie eksperymentu) realne. Pytaniem jak na razie bez odpowiedzi pozostaje to, czy odtworzenie niemal biblijnego Edenu we współczesnej wersji jest w ogóle realne.

Podziel się wpisem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.