Historia pieniądza czyli po co nam kryptowaluty cz. XX – II wojna światowa

II wojna światowa kojarzy się nam głównie z krwawymi bitwami, płomiennymi przemówieniami politycznych i wojskowych liderów czy masowymi zbrodniami. My jednak zajmiemy się mniej znanym tłem ostatniego globalnego konfliktu – kwestiami finansowymi.

III Rzesza finansowała swoje armie korzystając ze specyfiki swojej polityki monetarnej. Począwszy od podbicia Polski (w tym konkretnym przypadku razem z ZSRR) Niemcy zaczęli ekonomiczną eksploatację lokalnych ludności. Hitlerowcy najczęściej nie wymuszali na podbitych narodach korzystania ze swojej waluty (jednym z wyjątków był nasz kraj). Standardem było jednak narzucanie zwyciężonym określonych warunków w wymianie handlowej. Konkretnie – Rzesza więcej z podbitych państw wywoziła niż przywoziła. Tym samym finansowała swoje działania wojenne – niczym krwiożerczy drapieżnik – grabiąc kolejne pokonane kraje.

Niemcy wprowadzali też na okupowanych terenach urzędy nadzoru bankowego, które kontrolowały aparat kredytowy oraz bankowość. Instytucje te w straszliwy sposób niszczyły lokalne waluty. By daleko nie szukać – Bank Emisyjny w Polsce (a konkretnie na terenie Generalnego Gubernatorstwa (GG) utworzonego na części ziem polskich) zwiększył emisję waluty będącej w obiegu aż czterokrotnie w porównaniu do stanu z 1939 r. Trzeba jednak zauważyć, że wspomniane GG obejmowało tylko stosunkowo małą część Polski z końca lat 30., więc efekt inflacyjny był jeszcze bardziej dotkliwy, niż może się wydawać z podanej liczby.

Niemiecka procedura i włoska fantazja

Niemcy od wieków słyną z uporządkowania i pruskiej dyscypliny. W czasie wojny tak samo szczegółowo zaplanowali swoje podboje. Po pokonaniu danego kraju Wehrmacht puszczał w obieg tzw. kassenscheiny. Były to bilety Kas Kredytowych Rzeszy. Chodziło oczywiście o zaopatrzenie żołnierzy w formę pieniądza, która pozwalała im kupować cokolwiek na zdobytych przez nich terytoriach. Po krótkim czasie bilety ściągano z rynku przywracając starą walutę. Potem używano ich w kolejnym podbitym państwie. Praktycznie i oszczędnie!

Sojusznicy Niemiec, Włosi, także mieli swój odpowiednik kassenscheinów – bilety Casa Mediterranea di Credito, które wprowadzili w czasie inwazji w Grecji. Ciekawostką, wartą tu wymienienia, było to, co duce Benito Mussolini zrobił w czasie ataku na Abisynię. Od dawna w obiegu były tam osiemnastowieczne talary Marii Teresy. Choć nie była to formalna waluta, w praktyce to z tej formy płatności korzystali mieszkańcy tego państwa. Przygotowując się więc do ataku Włosi… wypożyczyli z muzeum matryce tej monety. Następnie wybili milion nowych talarów i przekazali je swoim żołnierzom! Włoska fantazja może – jak sami przyznacie – zaskakiwać.

Podobnie działało trzecie państwo tzw. Osi – Japonia. Na terenach okupowanych Japończycy wprowadzali swoją walutę, ale nominowaną w miejscowych jednostkach. Wyjątkiem były Chiny, gdzie emitowano przez jakiś czas nową walutę – gumpyo – potem zastąpioną przez banknoty drukowane przez dwa nowopowstałe banki emisyjne.

Amerykański sponsoring

Alianci finansowali swoje działania wojenne dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych. Ameryka nie miała jednak dobrych doświadczeń związanych z pożyczaniem pieniędzy swoim europejskim przyjaciołom. U szczytach władzy pamiętano jeszcze czasy I wojny światowej.

Jeszcze przed wybuchem wojny Kongres uchwalił kilka ustaw, które ugruntowały formalną neutralność Stanów na arenie międzynarodowej. Wprowadzone embargo na dostawy broni dla państw walczących w Europie okazało się jednak niekorzystnym rozwiązaniem dla Wielkiej Brytanii, do której USA było tradycyjnie bliżej. III Rzesza i tak bowiem nie liczyła na współpracę z Amerykanami, w przeciwieństwie do Anglików. Dlatego w listopadzie 1939 r. uchwalono nowe przepisy. Państwa walczące mogły kupować broń od USA, ale pod dwoma warunkami tj. płacąc od razu gotówką (bez kredytu) i samodzielnie odbierając towar od Amerykanów (by nie narażać życia amerykańskich marynarzy). Ustawa była ewidentnie napisana pod Brytyjczyków, którzy panowali na morzach i mogli – w przeciwieństwie do Niemców – w miarę bezpiecznie transportować broń do swojego kraju. Mało tego, USA przekazały jeszcze Anglikom 50 starych niszczycieli w zamian za bazy na Karaibach i w Nowej Fundlandii. Jak widać, w polityce nie ma niczego za darmo.

Wielka Brytania w momencie przystępowania do wojny dysponowała zapasami złota i amerykańskimi aktywami o wartości 4,5 mld dolarów. W wyniku wydobycia złota w Afryce Południowej udało się zgromadzić jeszcze 2 mld dolarów. Wojna jednak kosztuje. I to dużo. Pod koniec 1940 r. środki te były więc już na wyczerpaniu. Efektem tego były poszukiwania nowej formuły pomocy Anglikom ze strony USA, które – mimo neutralności – po cichu chciały pomagać swoim „kuzynom” zza oceanu. To wtedy narodził się pomysł Lend-Lease Act, który uchwalono ostatecznie w marcu 1941 r. Na mocy nowej ustawy USA miały dzierżawić sprzęt wojenny „państwom miłującym pokój”. Po wojnie sprzęt ten miał być zwracany Amerykanom. Co ważne – jeśli zostałby on zniszczony, nie generował żadnego długu, po prostu spisywano go na straty. W wyniku Lend-Lease Stany Zjednoczone pomogły aż 45 krajom i wydały na ten cel 51 mld dolarów.

Ostatecznie pomoc Amerykanów (od pewnego momentu także militarna) pomogła pokonać państwa Osi, tym samym otwierając Stanom Zjednoczonym drogę do zostania niekwestionowanym liderem na arenie światowej.

Podziel się wpisem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.