Historia pieniądza czyli po co nam kryptowaluty cz. XVII

Wraz z zakończeniem I wojny światowej biorące udział w konflikcie kraje borykały się ze sporymi problemami. Wszystkie były pozadłużane (poza USA) i niespecjalnie posiadały środki na spłatę swoich zobowiązań. Państwa Ententy miały długi wobec Stanów Zjednoczonych, zaś centralne (Niemcy, Austro-Węgry) wobec własnych obywateli. Co dodaje pikanterii powojennemu pobojowisku (i dawało także amunicję werbalną rodzącym się ekstremizmom), to fakt, że państwa centralne w ostatnim okresie wojny były w lepszej kondycji finansowej niż ich przeciwnicy.

Zgodnie z logiką starego powiedzenia, sądzi się jednak przegranych, a nie zwycięzców. Ententa postanowiła więc obarczyć swoich wrogów powojennymi reparacjami. W traktacie wersalskim, który miał uregulować warunki pokoju po wojnie, uzgodniono podział odszkodowań. Najwięcej – bo aż 52% – przyznano Francji, 22% Wielkiej Brytanii, 10% Włochom, 8% Belgii, 5% Królestwu SHS (późniejsza Jugosławia), zaś skromne 3% pozostałym krajom.  Poniesione straty oszacowano na 125 mld dolarów, ale sojusznicy racjonalnie uznali, że kwota ta jest niemożliwa do ściągnięcia. Ostatecznie dopiero w 1921 r. wysokość reparacji niemieckich określono na 31,5 mld dolarów. Oczywiście Niemcy nie dawały rady spłacać i tej kwoty, co też było przyczyną licznych dalszych konfliktów i konferencji gospodarczych, nie o tym jednak jest nasz cykl. Powróćmy do problemu pieniędzy.

Stablecoin potrzebny od zaraz!

Potrzeba posiadania stabilnych walut to nie tylko problem obecnego rynku kryptowalut. W 1920 r. zorganizowano międzynarodową konferencję w Brukseli. Z powodów politycznych zabrało na niej Niemiec, Rosji bolszewickiej i USA. Tematem spotkania był pomysł powrotu do standardu złota i ustabilizowania tym samym walut. Wśród postulatów znalazły się też kwestie deflacji monetarnej i wprowadzenia zrównoważonych budżetów. Chciano przede wszystkim zmniejszyć obieg pieniądza oraz powrócić do jego wymienialności na złoto według zasad, jakie obowiązywały przed wybuchem wojny. Idea była szczytna, ale nierealna do wprowadzenia w życie. Zasoby złota były bowiem zbyt małe, by mogły pokryć zapotrzebowanie na pieniądze, które były potrzebne na ówczesnych rynkach. Jeśli czegoś jest mało, zawsze można to coś wyprodukować w większej ilości czy wydobyć (jak w przypadku kruszców) – odpowie teraz ktoś bystry. Niestety nie było to takie proste.  Wydobycie złota spadło bowiem z 700 ton rocznie przed 1914 r. do 480 ton w 1922 r.

Konferencja zakończyła się więc fiaskiem. Oczywiście przedstawiono wiele ciekawych pomysłów na stabilizację walut, ale brakowało pomysłów, które w praktyce mogły wejść w życie.

Runda II

Skoro nie udało się niczego wymyślić w Brukseli, należało zorganizować… drugą konferencję. W 1922 r. politycy i ekonomiści spotkali się w Genui. Tym razem pojawili się już przedstawiciele Niemiec i Rosji, nadal brakowało jednak ekspertów z USA. Podczas debat ponownie uznano, że waluta kruszcowa jest optymalnym rozwiązaniem dla gospodarki. Po raz kolejny jednak nie udało wprowadzić praktycznych rozwiązań, które rozwiązałyby problem. Uznano tylko, że wskazana jest współpraca pomiędzy prezesami banków centralnych poszczególnych państw. Czyli nic odkrywczego…

Ogólnie w latach 20. kraje radziły więc sobie z problemami niestabilnych walut indywidualnie. Takie państwa jak Niemcy czy Polska, w których zapanowała hiperinflacja, wprowadziły całkowicie nowe waluty.  W kontrze do nich stały Wielka Brytania i kraje skandynawskie, którym udało się przywrócić przedwojenny kurs ich walut i powrócić do parytetu złota.

O tym, jak hiperinflację pokonała Polska, pisaliśmy tutaj. W Niemczech gospodarkę postawił na nogi Hjalmar Schacht, komisarz walutowy Rzeszy. 15 listopada 1923 r. wyemitowano rentmarkę, opartą na hipotece majątków publicznych. Co ciekawe, była to waluta wewnętrzna, niewymienialna na inne waluty. Jej istnienie niestety nie zahamowało inflacji. Dlatego w październiku 1924 r. wyemitowano reichsmarkę, będące już normalną, w pełni wymienialną, walutą. Reformy Schachta zbiegły się z wynegocjowaniem przez niego kredytów zagranicznych dla Niemiec.

Dramatycznie wyglądała też walka o ponowne ustabilizowanie walut w państwach zwycięskich. W 1926 r. udało się to w przypadku franka belgijskiego, kurs wyniósł jednak 14% przedwojennej wartości. Sama Francja stabilizowała swoją walutę dłuższy czas, ale udało się jej tego dokonać jeszcze w 1. połowie lat dwudziestych. Niestety w 1924 r. do władzy doszedł tam Kartel Lewicy, którego rządy ponownie rozpędziły inflację. Dopiero w 1928 r. udało się tam ustabilizować walutę, ale na poziomie 20% przedwojennego kursu.

W 1920 r. Wielka Brytania zainicjowała politykę deflacyjną chcąc przywrócić wymienialność funta na złoto, a tym samym odzyskać prestiż i pozycje ekonomicznego lidera świata. Ostatecznie udało się tego dokonać pięć lat później. Niestety decyzja ta spowodowała, że UK stało się „drogim” krajem. Funt stał się pieniądzem nadwartościowym, w kraju zaczęły wybuchać strajki i protesty.

W grudniu 1927 r. udało się uspokoić kurs włoskiego lira, rok później opanowano sytuację w Grecji i Bułgarii, w 1929 r. Rumunii, zaś w Jugosławii dopiero w 1933 r.! W spadku po Austro-Węgrach  Czechosłowacja emitowała koronę i także  z powodzeniem wprowadziła w życie politykę deflacyjną.

Jak widać po powyższych przykładach, I wojna  światowa spustoszyła gospodarki poszczególnych krajów na tyle mocno, że samo odzyskanie siły ich walut trwało kilka – a czasami kilkanaście – lat od jej zakończenia. Najgorsze jednak było dopiero przed Europą…

One thought on “Historia pieniądza czyli po co nam kryptowaluty cz. XVII

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest