Historia bankowości, czyli po co nam blockchain. Część VII

Jeśli czytacie nasz cykl od początku, zauważyliście zapewne pewną prawidłowość. Otóż kolejne nowe systemu bankowe przechodziły podobne cykle. Na początku funkcjonowały dobrze, ale po pewnym czasie pojawiały się w nich patologie wynikłe z ludzkiej natury, chciwości czy niefrasobliwości. Na bazie tych doświadczeń powstał Bank Amsterdamski.

Bank Amsterdamski (a właściwie Amsterdaashe Wisselbank) założono w 1609 r.  Po falach bankructw Hiszpanii centrum finansowe świata przeniosło się nad Morze Północne, zwłaszcza do dość młodego państewka – Holandii. To zresztą ciekawy przykład, gdy Dawid pokonywał na raty Goliata. Holendrzy jeszcze do XVI w. byli poddanymi hiszpańskiej korony. Ostatecznie w 1609 r. powstały Zjednoczone Prowincje, które to rzuciły rękawice swojemu poprzedniemu władcy. Sytuacja wyglądała trochę jak później w przypadku stosunków USA i Wielkiej Brytanii.

Zdrowy pieniądz podstawą państwa

Powróćmy jednak do Banku Amsterdamskiego. W założeniu miał on uporządkować sytuację monetarną kraju. Do samego Amsterdamu napływały waluty z różnych państw i regionów. Prywatni handlarze walutami spekulowali ich kursami (coś wam to przypomina?), nierzadko też oszukiwali inwestorów i klientów. Nowy bank miał stworzyć poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Przyjmował też depozyty pieniężne. Chciałeś przechować tam swoje monety? W porządku, w odpowiedzi otrzymywałeś papierowe potwierdzenie.

Zapewne już teraz liczycie na prostą linię fabularną, czyli: bank szybko zaczął emitować więcej potwierdzeń niż mógł, doszło do rozpędzającej się inflacji, załamania gospodarczego, itd. Tu czeka was jednak zaskoczenie. Bank działał sprawnie przez 150 lat. Przykłady? W latach 1619-35 jego depozyty wyniosły 4 milionów florenów, zaś faktyczne rezerwy 3,5 mln. Nie przekonuje was to? Czytajcie dalej! Po 1645 r. depozyt wyniósł 11 milionów 288 tysięcy florenów, rezerwy – UWAGA! – 11 mln 800 tysięcy florenów.

Skąd taka siła Banku Amsterdamskiego? Trzeba to uczciwie powiedzieć – to nie tylko efekt odpowiedzialności Holendrów, ale też problemów ich sąsiadów. Przykładowo na początku lat 20. XVIII w. depozyty banku wyniosły już 28 mln florenów, a zapas gotówki – 27 mln. Brało się to stąd, że kapitał uciekał w tym czasie z Francji, gdzie w wyniku nieodpowiedzialnej polityki monetarnej doszło do załamania gospodarki.

Bank Amsterdamski długoterminowo korzystał też na tym, że osoby nim zarządzające nie kusiły się na szybki i łatwy zysk w krótkim okresie. Zadowalały się one skromnymi wpływami z opłat za ochronę depozytów. Sumarycznie jednak owe dochody były na tyle wysokie, że pokrywały koszty działalności banku, a nawet generowały zyski.

Każdy kolos musi upaść?

Niestety nic nie trwa wiecznie i w latach 80. XVIII w. Bank Amsterdamski zaczął zaruszać zasady, na których został zbudowany. W wyniku wojny angielsko-holenderskiej władze Amsterdamu wymuszały na banku, by ten pożyczał im coraz to większe części jego depozytów na pokrycie wydatków publicznych. Rezultat? Depozyty sięgnęły już 20 mln florenów, zaś w skarbcu znajdowało się tylko 4 mln florenów. Reputacja banku zaczęła spadać, co pociągnęło za sobą spadek depozytów (czyli mówiąc inaczej: odpływ klientów). W 1820 r. depozyty wyniosły już tylko 140 tys. florenów.

Bank Amsterdamski był ostatnim bankiem w historii ludzkości, który utrzymywał niemal 100-procentowe rezerwy. Jego upadek wprowadził świat bankowości w nowy etap. Holendrzy przekazali pałeczkę Brytyjczykom…

CDA.

Podziel się wpisem

One thought on “Historia bankowości, czyli po co nam blockchain. Część VII

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.