Historia bankowości, czyli po co nam blockchain. Część IV

W naszej opowieści o bankach doszliśmy do III i IV w. Cesarstwo rzymskie chyliło się ku upadkowi. Nie bez powodu…

Poza przyczynami militarnymi i politycznymi istne trzęsienia ziemi zachodziły w obszarze bankowości. Tak jak w roku 2008 niektórzy dopatrują się momentu przełomowego w historii USA i uznają tą datę za początek końca globalnego prymatu tego kraju (choć z dzisiejszej perspektywy to jeszcze przedwczesna teza), tak w IV w. system finansowy Imperium Romanum przechodził poważny kryzys. Inflacja niszczyła pieniądz, zaś ustalenie maksymalnych cen rynkowych towarów doprowadziło do deficytu produktów na rynku. Większość banków upadła właśnie w tym czasie.

Wieki ciemne

Upadek cesarstwa oznaczał zniknięcie szerszego handlu i feudalizacje życia gospodarczego. Te czynniki nie tyle zahamowały rozwój bankowości, co wręcz przerwały ten proces. Przez wieki tylko klasztory – tak jak niegdyś starożytne świątynie – mogły trzymać większe środki pieniężne.

Warto wspomnieć tutaj też o templariuszach. Zakon „dorobił się” na licznych wyprawach wojennych związanych z krucjatami. Ponadto zajmował się ochroną pielgrzymów w Jerozolimie i na okolicznych traktach. Templariusze szybko jednak stali się także bankierami średniowiecza. Przyjmowali depozyty od osób prywatnych, które to płaciły im odsetki za pilnowanie ich majątku. Zajmowali się także transportem powierzonych im środków, a także rozwinęli system pożyczek.

Odrodzenie

Dopiero na przełomie XI i XII w. doszło do ożywienia gospodarki. Głównie dzięki przybrzeżnym włoskim miastom (prym wiodła Wenecja). Handel rozkwitł dzięki współpracy gospodarczej z Orientem i Konstantynopolem. Wraz z tym następowało odrodzenie banków.

Niestety istoty ludzkie rzadko uczą się na błędach. Tak jak miało to miejsce w starożytności, bankierzy początkowo prowadzili swoje biznesy bardzo rzetelnie i uczciwie. Z biegiem lat zaczęli jednak nielegalnie obracać pieniędzmi swoich klientów. Tym samym ponownie odrodził się system rezerwy cząstkowej. Co gorsza, władze na ogół nie były zdolne do egzekwowania prawa w tym zakresie. Albo inaczej – prawdopodobnie świadomie przymykały na to oko. Dlaczego? Otóż, czerpały z powstającego, patologicznego systemu korzyści w postaci pożyczek i podatków.

Ekonomista z Uniwersytetu Harvarda, Abbot Payson Usher, zauważył w swoich badaniach, że w XII w. pierwsze genueńskie banki w swoich księgach zaczęły rozróżniać depozyty na żądanie i depozyty „terminowe”, z czego te drugie były w istocie pożyczkami. Z czasem bankierzy ci zaczęli jednak wykorzystywać depozyty na żądanie dla własnych interesów i udzielać niejako kredytów z niczego. Usher wymienia w swoich badaniach Bank Depozytowy Barcelony , którego rezerwy pieniężne stanowiły tylko 29% depozytów. Mówiąc jaśniej – bank pożyczał ponad trzykrotnie więcej niż miał na to środków.

Ekonomista wskazuje też, że władze przyznawały bankom licencje na posiadanie rezerwy cząstkowej. W piętnastowiecznej Katalonii wprowadzono nawet ciekawy system oznaczania bardziej i mniej wiarygodnych banków. Bankierzy, którzy gwarantowali pełne depozyty swoim klientom, mogli w specjalny sposób oznaczać swoje kantory. Mimo wszystko władcy chętnie pozwalali bankom swobodnie podchodzić do tej kwestii i sami z niej korzystali. Zaczęli też zakładać własne banki, by samemu zarabiać na procederze.

CDN.

Podziel się wpisem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.