Globalny krach właśnie się rozpoczął?

Prof. Krzysztof Piech, którego entuzjastom kryptowalut w Polsce nie trzeba przedstawiać, napisał na portalu Steemit artykuł, w którym zastanawia się nad tym, czy globalny kryzys już się rozpoczął. Oczywiście nie zabrakło w nim nawiązania do bitcoina.

Każdy bohater „Gry o tron” drży na samą myśl o tym, ze nadciąga zima, zaś wraz z nią siły zła zza Muru. Nie wiem, czy George R. R. Martin pisał swój cykl fantasy jako alegorię do współczesnego świata, ale faktycznie rynki finansowe coraz mocniej odczuwają chłód, zaś na niektóre parkiety spadają pierwsze płatki śniegu.

Szron na szybie

Podobnie uważa chyba prof. Krzysztof Piech, który dostrzega już przynajmniej poranny szron:

„Kiedy zaczyna się kryzys, często najbardziej ryzykowne aktywa, których cena jest najbardziej „zawyżona”, pierwsze zaczynają tracić na wartości. Najbardziej stabilne ceny mają najbezpieczniejsze aktywa. Ostatnimi, które tracą swoją wartość, są towary, które mają najbardziej wiarygodne wsparcie. Ze względu na swoje właściwości mogą stać się przedmiotem spekulacji, a nawet zyskać na wartości w czasie kryzysu (np. złoto).”

Dziwactwo rynku

Piech zauważa w swoim tekście zjawisko, o którym od dawna mówią też inni obserwatorzy (np. słynny Trader21). Ekonomiści przyjmują, że średnia długość cyklu koniunkturalnego to 8 lat. I właśnie! Jeśli przyjmiemy te obliczenia za słuszne, to… jesteśmy już w fazie kryzysu. A przynajmniej powinniśmy być…

Poranny szron znika (lub znikał) jednak z naszych okiem nie tyle dzięki słońcu, co przez to, że ktoś tu włączył gigantyczną farelkę. Oddajmy ponownie głos prof. Piechowi:

„Polityka monetarna Stanów Zjednoczonych jest jednym z najważniejszych czynników kształtujących cykle na świecie od lat. Zgodnie z powiedzeniem, kiedy Ameryka kicha, świat ma dreszcze. To samo dotyczy fazy ekspansji – kiedy największa gospodarka świata ma się dobrze, większość świata przeżywa okres dobrej koniunktury (z pewnymi wyjątkami spowodowanymi przez poszczególne kraje).”

Czy więc farelkę włączyły władze USA:

„Stopy procentowe były najniższe w historii, a jednocześnie okres ten trwał najdłużej w dziejach. Jak uważa austriacka szkoła myśli ekonomicznej, taka polityka pobudzania koniunktury, im dłużej trwa, to prowadzi do późniejszych poważniejszych skutków ubocznych. Na całym świecie istnieją setki różnych baniek spekulacyjnych, od nowoczesnych rynków technologicznych po bardziej tradycyjne – związane z nieruchomościami. Po drodze są tradycyjnie spekulacyjne giełdy, a nawet obligacje korporacyjne. Bańki można zobaczyć na wielu rynkach. Pojawił się również równoległy sektor bankowy i pomógł je sfinansować.”

Bańka baniek

Zasłużony dla polskiej sceny walut cyfrowych ekonomista przypomina w tym momencie o bitcoinie i w jego obecnych problemach na wykresie widzi symptom początku kryzysu:

„Jedna z bardziej spektakularnych (choć nie największych) baniek funkcjonuje w segmencie rynku nowoczesnych technologii związanych z aplikacjami blockchain. Najczęstszym jego zastosowaniem są wciąż kryptowaluty. Rynek zmniejszył swoją kapitalizację w ciągu roku o ponad 80%! (z 830 miliardów dolarów na początku stycznia tego roku do mniej niż 150 miliardów dolarów teraz). Kryptowaluty są bardzo ryzykownym zasobem, ponieważ chociaż są oparte na solidnej, bezpiecznej technologii, większość kryptowalut ma wbudowaną zmienność cen. Jako zauważył prof. Steve Hanke bitcoin „ma całkowicie nieelastyczną krzywą podaży” w stosunku do popytu, która może się znacznie zmienić. Dlatego mechanizm rynkowy prowadzi większość kryptowalut do znacznych zmian cen. Widzimy to szczególnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni, kiedy cena Bitcoin spadła o 30% (z 6500 do 4500 USD).”

Nie tylko BTC

Nie tylko jednak bitcoin jest coraz słabszy. W porównaniu do swoich rekordowych wyników giełdowych, akcje Facebooka spadły o 38%, Amazon stracił 26% wartości, Apple potaniał o 24%, zaś Netflix o 38%. Profesor widzi w tym – o czym często się zapomina – jeszcze większe zagrożenie, niż w przypadku krachu na rynku kryptowalut. Te sektory pod względem kapitalizacji są przecież bogatsze, ważniejsze, dojrzalsze, zaś duże spadki wartości kursów internetowych gigantów mogą mocniej wpłynąć na psychikę globalnej społeczności traderów i inwestorów.

„Jeśli utrzymają się tendencje spadkowe w sektorach technologicznych, okaże się, że na tradycyjnych rynkach nie ma zbyt wielu motorów wzrostu. Spadki w sektorze nowoczesnych technologii przeniosłyby się następnie na inne sektory” – prognozuje Piech.

Czy więc spadki na kryptowalutach i spółkach technologicznych będą iskrą, która spowoduje pożar? Po nich mogą  zacząć mocno tanieć nieruchomości, akcje spółek przemysłowych, obligacje…

„Lehman Brothers” już upadł?

Ekonomista ostrzega, że odpowiednik Lehman Brothers mógł już upaść. Po prostu nie zostało to zauważone. Wszyscy mogliśmy tego oczekiwać na tradycyjnych, „starych” rynkach. Tym razem może być jednak inaczej i – w naszym zdominowanym przez nowoczesne technologie i social media świecie – lont odpalono za naszymi plecami. Co gorsza, adaptacja kryptowalut może przyczynić się do eskalacji problemów, ponieważ spadki na bitcoinie mogą wpływać „na inne sektory, ponieważ fundusze VC inwestują w wiele projektów ICO.”

Czy ostatecznie tak będzie? Czy w przypadku bitcoina „tym razem będzie inaczej” i najstarsza waluta oparta na blockchainie teraz się nie podniesie i będzie spadała dalej? W ostatnim okresie jej kurs spadł poniżej ważnej linii obrony 6 000 dolarów, dobijając sporo poniżej 5 000. Na forach internetowych i w mediach społecznościowych dominują już minorowe nastroje, pojawiają się głosy o „końcu bitcoina”. Z reguły był to objaw tego, że najgorsze za nami. Jeśli jednak osadzimy te dane w szerszej perspektywie i spojrzymy na to, co dzieje się na wspominanych przez prof. Piecha rynkach, możemy jednak – jeśli jeszcze nie wpadać w panikę – zacząć się lekko obawiać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest