Dlaczego wybuchła I wojna światowa? I czy imperializm jest zły?

Tak jak co tydzień, zastanawiamy się nad ekonomicznymi kwestiami naszej rzeczywistości. Dziś skupimy się na gospodarczych kwestiach wybuchu  I wojny światowej.

Choć w nudnych podręcznikach do historii zmuszano was do wkuwania na siłę daty 28 czerwca 1914 r. jako dnia, w którym w Sarajewie w wyniku zamachu zginął następca austro-węgierskiego tronu arcyksiąże Franciszek Ferdynand i wmawiano, że był to główny powód wybuchu I wojny światowej, dziś spróbujemy spojrzeć na tą kwestię w trochę inny sposób.

Spójrzmy na sprawę oczyma Johna Hobsona. Był to żyjący w latach 1859-1940 brytyjski dziennikarz, myśliciel polityczny i ekonomista. Studiował w Lincoln College w Oksfordzie. Dziś jest uważany za myśliciela z pogranicza liberalizmu i socjalizmu. Co ciekawe, jego pracami inspirował się sam Lenin. Niech to jednak was nie zniechęci. Jego teorie były bowiem dość ciekawe i oryginalne. Do tego stopnia, że jego książka „Wyznania gospodarczego heretyka” została zakazana na angielskich uniwersytetach…

Rozrzutny ekonomista

Gdy zapytacie przeciętnego ekonomistę o to, czy warto oszczędzać, z pewnością odpowie: TAK! Hobson uważał jednak inaczej. Dlaczego? Otóż, przeciętni pracownicy na rynku pracy czerpią dochody z pracy w produkcji (pamiętajcie, że żył on na przełomie XIX i XX w.) Co mogą zrobić z zarobionymi pieniędzmi? Większość, ta, która nie zarabia nazbyt dużo, wyda je na podstawowe dobra tj. jedzenie czy ubrania. Ekonomiczna elita nie jest z kolei w stanie wydać proporcjonalnie więcej na jedzenie. Nadwyżkę dochodu zaoszczędzi lub zainwestuje w dobra luksusowe. Mimo wszystko zachowa część pieniędzy.

Hobson uważał, że to źle. Nawet bowiem jeśli bogaci ludzie inwestowali w swoje fabryki, dzięki czemu mogli liczyć na zwiększenie ich wydajności, sumarycznie dla gospodarki nie było to dobre. Ponoć nowe fabryki były mniej wydajne, ponieważ pieniądze nie trafiały do robotników, którzy mogliby kupować za nie dobra konsumpcyjne. Wraz ze wzrostem zaoszczędzonych pieniędzy w kieszeniach bogaczy – ponownie wnioskował Hobson – maleje liczba branż, gdzie można zarobić pieniądze. Te jednak można odkryć za granicą. I dlatego, jak wnioskował ekonomista, duże i silne państwa poszukują kolonii (ponownie przypomnijmy, że patrzył na sprawę z perspektywy XIX w.).

Brytyjczyk obserwował to przez lata na własne oczy i uznał, że owa walka o kolonię, czyli nowe rynki zbytu, doprowadziła faktycznie do wybuchu I wojny światowej.

Czy miał rację?

Dziś sporo historyków zgadza się z tym, że genezą konfliktu były kwestie ekonomiczne, a śmierć Franciszka Ferdynanda była tylko pretekstem do wzięcia za łby. Gdyby nie to, o wybuchu wojny zadecydowałoby zapewne inne wydarzenie.

Hobson uważał też, że imperializm to ostatnie stadium kapitalizmu, który to miał wkrótce upaść. Jak dziś wiemy, milił się. Uważa się raczej, że przepływ brytyjskiego kapitału za granicę był konsekwencją doskonałej formy kapitalizmu, a nie jego przedśmiertnymi drgawkami. Rewolucja przemysłowa i nowe technologie (np. kolej) pomagały zaradnym osobom bogacić się i inwestować już na całym świecie, a nie tylko w obrębie jednego kraju.

Jak więc oceniacie poglądy Hobsona? Z jednej strony nie można mu odmówić pewnej logiki, z drugiej – jak widać, milił się w sprawie oceny kapitalizmu…

Podziel się wpisem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.